Poszukiwanie strategiczne
Wiele osób, choć na szczęście nie wszystkie, kojarzy poszukiwanie pracy jako przykre doświadczenie. Dotyczy to szczególnie tych, dla których sam fakt poddawania się zewnętrznej ocenie budzi podświadomy opór i zniechęcenie. Dodatkowo dochodzi kwestia radzenia sobie z sytuacjami odmownymi, lub też efektem „niedzwoniącego telefonu”. W rezultacie, dojrzewanie do decyzji o zmianie pracy przypomina świdrujący od czasu do czasu ból zęba, sygnalizujący o konieczniej wizycie u dentysty. Można ją odkładać, przekładać, planować na później, aż nadchodzi ten dzień gdy nie będzie już czego ratować.
Jednak aby postawić sprawę uczciwie – ten emocjonalny opór przed zmianami posiada także praktyczną funkcję – wzmacnia (z innej strony patrząc) dążenie do obranego celu, stabilizuje wybrany wcześniej kurs. Oganicza tym samym skłonność do wybierania kuszącej opcji – ucieczki od problemów, które pojawiają się na horyzoncie. Ale to tak na marginesie.
Aby zminimalizować, nieporządane w tym wypadku, efekty opisane powyżej, należy do poszukiwania pracy podejść metodycznie, obierając strategię z wyraźnie zdefiniowanym celem oraz punktami wyznaczającymi stopień jej realizacji. Znajomość branży w której działać się zamierza jest podstawowym atutem i narzędziem w późniejszej pracy, więc jeśli do tej pory wykonywałeś głównie wąsko rozumiane obowiązki zawodowe, mogłeś nie mieć czasu przyglądać się rozwojowi rynku branżowego. Natomiast jeśli w trakcie pracy doszkalałeś się systematycznie, korzystając z organizowanych przez pracodawcę okazji, lub też czyniłeś to we własnym zakresie – jesteś prawdopodobnie świetnie przygotowany, trzymajasz rękę na pulsie i nic Cię nie zaskoczy. Czy aby na pewno? Garść dodatkowych informacji z innego źródła nigdy nie zaszkodzi. Rzetelny wysiłek w tym zakresie pozwala lepiej poradzić sobie z przedłużającym się okresem poszukiwań i zniechęceniem mogącym pojawić się w trakcie.
Przestudiowanie sytuacji w branży nie zawsze pozwoli zostać momentalnie specjalistą w dziedzinie, którą obrałeś za cel w swojej strategii, lecz na pewno da świetne ku temu zadatki i pozwoli to wrażenie przenieść na innych podczas procesu rekrutacji. Ale to nie wszystko. Znajomość tematyki da Ci możliwość wykreowania ideii, pomysłu na to, co można udoskonalić, poprawić, uzupełnić, wzmocnić, wyeliminować. Ta idea, gdy stanie się Twoją myślą przewodnią, prowadzić Cię będzie ku wyznaczonemu celowi. Nie będziesz się zastanawiać więcej „po kiego czorta każą mi pisać jakiś list motywacyjny” albo „co by w takim liście napisać”, a nawet nie pomyślisz że „może by ściągnąć jakiegoś gotowca z internetu?”, bo takie listy będą Ci się same pisały. Człowiek z ideą w życiu posiada 10 razy więcej energii i zapału niż ten, któremu wszystko jedno. To widać. Wypada jednak w tym miejscu nieco ostudzić emocje. Zarażanie i dzielenie się swoimi wszystkimi pomysłami przy każdej okazji może przynieść odwrotny skutek. Nie każdy pracodawca szuka osoby wprowadzającej w firmie totalne przemeblowanie i chaos, toteż prezentowanie swoich wizjii musi odbywać się z wyczciem czasu, miejsca i swojej pozycji w systemie, która na początkowo nie jest najmocniejsza.
Elementem strategii muszą być ramy czasowe w których zamierzamy realizować kolejne jej etapy. Dobra orientacja „w terenie” przyśpieszy znalezienie pracy, ale spójrzmy realnie – dla stanowisk wysoko specjalizowanych okres poszukiwania pracy może być liczony w miesiącach i to niekoniecznie na palcach jednej ręki. Krótszy okres – oboższy wybór. Dłuższy – niekorzystne przeciąganie przedsięwzięcia w czasie, mogące skutkować wypaleniem się początkowego zapału. Znajdź więc optimum.
Ten plan, ramy czasowe, świetna znajomość branży – dają możliwość świadomego kształtowania drogi swojego rozwoju. Realizując wyznaczone punkty strategii, stwarzamy sobie samym możliwość realnej samooceny własnej osoby, która – jesli przeprowadzona uczciwie w stosunku do samego siebie – pozwala lepiej sobie radzić z ewentualnymi odmownymi decyzjami w sprawie naszego zatrudnienia, które nie muszą wcale wynikać ze zbyt niskich kwalifikacji. Sytuacje życiowe pokazują, że często bywa dokładnie odwrotnie. Ale to temat na inny odcinek.